Posts Tagged ‘Globalna galeria’

Globalna galeria

Posted: 7 listopada 2019 in prace magisterskie
Tagi:

Formułując swoją wizję „globalnej wioski”[1], McLuhan widział media elektroniczne, jako wielką nadzieję dla ludzkości. Miały one umożliwić ludziom komunikację na masową skalę, poprzez obalenie barier czasowych i przestrzennych [McLuhan 2001]. Obecnie te przewidywania w znacznej mierze się spełniły za pomocą środków personalnego przekazu elektronicznego (internet, telefony komórkowe). Dziś internet stał się nieodzownym narzędziem komunikacji międzyludzkiej, środkiem wymiany myśli i poglądów, stał się medium masowym. Żadne inne środki masowego przekazu, nigdy tak doskonale nie pomagały w rozpowszechnianiu fotografii. Postęp technologiczny związany z komunikacją jest tak szybki, że często nie nadążamy ze śledzeniem nowinek technicznych. Fotografia (zwłaszcza cyfrowa) odnalazła w internecie szczególnego sprzymierzeńca.

Śledząc historię obu zjawisk (zobacz: Kalendarium historii internetu i fotografii cyfrowej), zauważymy że w roku 1976 pojawiła się „pierwsza iskierka” prowadząca do wspólnej historii – pierwszy komputer osobisty przeznaczony do użytku w domu – Apple I. Był on tylko drewnianą skrzynką z procesorem taktowanym zegarem o częstotliwości 1 MHz (czyli o parę tysięcy razy wolniejszym niż nam współczesne procesory)[2]. Dopiero w 1983 roku, Steve Jobs tworzy LisaOS GUI – system operacyjny z okienkowym interfejsem graficznym[3]. W mniej więcej tym samym czasie, internet przechodzi metamorfozę od „wojskowego cacka” do instrumentu dla naukowców i studentów. Rok 1993 staje się datą przełomową dla związku fotografii z internetem – powstaje pierwsza graficzna przeglądarka internetowa Mosaic[4] [5] – umożliwiająca oglądanie zdjęć zamieszczonych w sieci. Rok później, na amatorski rynek trafia pierwszy fotograficzny aparat cyfrowy – Apple QuickTake 100, z matrycą o rozdzielczości 640 x 480 pikseli. W następnych latach pojawiły się kolejne aparaty: Kodak DC40 (1995), Casio QV-11 (1995), Sony Cyber-Shot (1996).

Od tego momentu lawina runęła… Dostęp do internetu staje się świetnym pretekstem do kupienia aparatu cyfrowego, a jednocześnie posiadanie aparatu cyfrowego pretekstem do podłączenia internetu. Coraz więcej ludzi znajduje się w zasięgu łączy internetowych i coraz więcej ludzi kupuje aparaty cyfrowe. Według badań rynku, liczba sprzedanych w Ameryce Północnej aparatów cyfrowych w roku 2005 osiągnie prawdopodobnie 26 milionów (16% wzrost w stosunku do poprzedniego roku). Według tych samych prognoz, w roku 2005 nasycenie gospodarstw domowych aparatami cyfrowymi osiągnie 55% [Info Trends/CAP Ventures 2005]. W 2006 roku sprzedaż aparatów cyfrowych osiągnie około 89 milionów sztuk, co da 15% wzrost w stosunku do roku 2005 [Info Trends/CAP Ventures 2006]. Nigdy w historii fotografii nie było takiego boomu, jaki spowodowała fotografia cyfrowa. Na obecnym stanie rozwoju daje ona ogromne możliwości – od natychmiastowego oglądania efektów na wyświetlaczu aparatu cyfrowego, poprzez łatwe archiwizowanie i wyszuki­wanie zdjęć (np. poprzez słowa kluczowe), po możliwość natychmiasto­wego przesłania fotografii w dowolny punkt świata np. za pomocą przenośnego komputera (+internetu) lub telefonu komórkowego. [7]

Rozwój internetu odbywał się wraz z rozwojem fotografii cyfrowej i na odwrót – oba czynniki oddziaływały i dopingowały się wzajemnie, choćby z powodu „zwizualizowania” naszego świata (komunikacji i kultury) [McLuhan, por. Kita, por. Hopfinger, por. Olechnicki], zagęszczenia stru­mienia danych budującego naszą ikonosferę [Porębski]. Obecnie dzięki internetowi „w zasięgu ręki” mamy porady techniczne, usługi, sklepy ze sprzętem i materiałami fotograficznymi, itp. Mamy też tysiące, setki tysięcy zdjęć zamieszczonych w sieci. Niektóre z tych zdjęć mogą być dla nas bezwartościowe (np. zdjęcie z imienin u czyjejś cioci), ale czasami możemy znaleźć fotografie intrygujące, historyczne, artystyczne itp. (upraszczając – wartościowe). Przez internet można uprawiać „marketing artystyczny” lub korzystać z niego jako niezależnego środka wyrazu. Wielką nadzieję dla sztuki głosi „cyberkulturowy kustosz” – Steve Dietz [za: Zawojski 2005], próbując oprócz „tworzenia w sieci” urzeczywistnić ideę „muzeum sztuki sieci”, jako archiwum net-artu[8]. Dietzowi chodziło oczywiście o „sztukę internetu”, a nie o fotografię, jednak tę ideę można by doskonale przenieść na pole fotografii. Wspaniałe zbiory fotografii w nowojorskiej MoMA są poza zasięgiem przeciętnego Europejczyka – sieć dałaby jednak możliwość ich zdalnego oglądania[10].

Globalna sieczka

Niestety, nie wszyscy widzą internet w tak pięknych barwach. Czasami, gdy próbujemy coś znaleźć pośród pleniących się kłączy sieci, utykamy w martwym punkcie lub jesteśmy zwodzeni na manowce intrygującymi lub fałszywymi linkami. Tracimy przy tym masę czasu, choć sieć miała ułatwić nam życie i przyśpieszyć wyszukiwanie danych. Problem straconego czasu w sieci dobrze ujmuje Eriksen, zauważając, że choć pozornie internet daje nam możliwość szybszego działania, to poprzez cykl czynności związanych z obsługą komputera i oprogramo­wania w efekcie ten czas tracimy [Eriksen]. Na przykład mamy łatwiejszą i szybszą możliwość komunikacji poprzez pocztę elektroniczną („e-mail”: komputer + sieć) w stosunku do tradycyjnej poczty („snail-mail”[11]: pismo ręczne + żaglowiec, parowiec, samolot), jednak w związku z tą łatwością wysyłania e-maili oraz przyzwyczajeniem do otrzymywania na nie szybkiej odpowiedzi, nawet na e-maile typu „cze, uots ap? co slychac?”, tracimy masę czasu na czytanie e-maili, segregowanie ich w paczki, kasowanie spamu[12], itp. „E-mail to błogosławieństwo dla nadawcy, ale dla odbiorcy może być przekleństwem” [op.cit. ].

Odkąd „globalna wioska” McLuhan’a rozszerzyła swoje terytorium i skurczyła swoje wnętrze, problem czasu, a właściwie prędkości zaczął być coraz bardziej istotny. Największym oponentem zachwytów McLuhana jest Paul Virilio[13] – teoretyk dromologii, nauki o prędkości, a właściwie jej negatywnych skutków. Virilio analizuje jak wynalazki służące zwiększaniu szybkości życia wpływają negatywnie na ludzkość. Eriksen tak pisze o poglądach Virilia: „Jak to ujął teoretyk prędkości, (…) żyjemy obecnie w czasach bez opóźnień. (…) Czas, rozumiany jako środek budowania dystansu i bliskości, przestał istnieć.” [op.cit.]. Czas w ogólnym pojęciu przestaje płynąć strumieniem, a zaczyna przeskakiwać w coraz krótszych odcinkach. Zanika też zjawisko zwane niegdyś podróżowaniem. Obecnie dzięki samolotom i samochodom, podróż nie jest poznaniem, doświadczeniem, eksperymentem – jest przeskokiem, przełączeniem się z punktu a do punktu b, przy całkowitej utracie orientacji. „Podróżując” po świecie wirtualnym nie przebywamy jakiejś liniowej trasy w przestrzeni – przeskakujemy od hiperłącza do hiperłącza[14], nie mamy nawet pojęcia gdzie (i czy w ogóle) się one znajdują w świecie rzeczywistym [Virilio].

Lata 90. charakteryzowały się niespotykaną euforią związaną z internetem. Wielkie banki inwestycyjne obiecywały krociowe zyski z inwestowania w branżę nowych technologii. Jednak euforia ta zakończyła się ogromnym rozczarowaniem, spowodowanym wielkim krachem dotcomów[15] (w samym USA straty inwestorów wyniosły około 5 miliardów dolarów). Oprócz załamania giełdy, załamały się też nadzieje związane z internetem jako panaceum na dolegliwości demokracji. Okazało się, że sieć nie zbliża wcale ludzi – nie jest „narzędziem demokratycznej polityki”, a wręcz przeciwnie, powoduje izolację ludzi, przeszkadzając demokratycznemu dialogowi [Bauman 2005]. Wolność, wypisana na sztandarach internetu, w znacznej mierze okazała się „wolnością kontrolowaną” przez rządy i koncerny medialne. Regulacje prawne dotyczące praw autorskich chronią głównie interesy pośredników (koncernów i ich prawników), a nie samych autorów [Lessig 2004]. Pamiętajmy jednak, że internet jest fragmentem „machiny mediów”. W xXl wieku trudno jest człowiekowi mieszkającemu w „cywilizowanym świecie” uciec od radia, telewizji, gazet, internetu… Z jednej strony członek społeczności cywilizowanej może się cieszyć, że ma szeroki dostęp do informacji, z drugiej strony powinien mieć świadomość, że codziennie poddawany jest manipulacji informacyjnej. Zarzucany jest stosem informacji, które nie są istotne dla jego wiedzy o świecie, a są „medialne”, czyli dobrze się „sprzedają” (pod względem politycznym lub komercyjnym) za pomocą kanałów medialnych.

Przyjęcie założenia, że internet to największa dostępna skarbnica wiedzy jest ze wszech miar słuszne, pod warunkiem, że wykazujemy się skrajną nieufnością. Szum informacyjny, którego dostarcza internet, trzeba starannie przefiltrować. W tym szumie pełno jest „kleksów”, czyli bezsensownych, przypadkowych, nieprawdziwych informacji. Oprócz „kleksów” znajdziemy jeszcze więcej informacyjnych „koni trojańskich”, które celowo są wpuszczane do sieci, aby zwodzić na manowce zbyt ufnych internautów. Na pierwszy rzut oka mogą one wyglądać całkiem wiarygodnie, lecz każdą informację trzeba dokładnie sprawdzić w innych źródłach. Zresztą najlepszą metodą manipulacji informacyjnej jest nie wprowadzanie „fałszywek”, ale generowanie szumu zastępczego. Jak pisze Kapuściński:

„dla historyka żyjącego w XXI wieku podstawowym źródłem wiedzy o naszym stuleciu (o XX wieku) będą archiwa telewizyjne, miliony kilometrów taśmy. Tymczasem w telewizji otrzymujemy wersję historii najbardziej wyselekcjonowaną i udramatyzowaną. Zooming kamery to jest także sposób widzenia świata: zbliżając fragment obrazu, eliminujemy wszystko inne” [Kapuściński].

Ilość internetowych galerii fotograficznych (stron będących zbiorem fotografii cyfrowych bądź zdigitalizowanych) osiągnęła taki poziom, że bardzo trudno odnaleźć jakieś interesujące nas zdjęcia.[16] Jest to klasyczny przykład „szukania igły w stogu siana” połączonego z „odsiewa­niem ziaren od plew”.

Internet nie rozwijał by się tak bez fotografii cyfrowej, a fotografia cyfrowa nie rozwijała by się bez internetu. Jest to fakt. Zwróćmy jednak uwagę, że internet jako przestrzeń jest tylko preludium – fazą wstępną do wirtualnej rzeczywistości. Zastanówmy się teraz, czym jest VR i jak będzie ona wpływać na losy sztuki oraz fotografii.


[1]  więcej: http://pl.wikipedia.org/wiki/Globalna wioska (24.08.2005)

[2]  więcej: http://www.apple-history.com/?page=gallery&model=aI (15.09.2005)

[3]  GUI – Graphical User Interface [więcej: http://pl.wikipedia.org/wiki/GUI (15.09.2005)]. Zarówno Steve Jobs (współtwórca Apple) jak i Bill Gates (Microsoft) próbowali stworzyć graficzny (okienkowy) system operacyjny opierając się na pracach prowadzonych przez

Xerox. Apple stworzyło LisaOS w 1983 roku, wyposażając nim komputer Lisa. W roku 1985 na rynku pojawiła się odpowiedź Microsoftu – Windows 1.0. Jobs zarzucał Gatesowi kradzież pomysłu, jednak Gates odpowiedział: „Nie, Steve, myślę, że to było tak jakbyśmy mieli wspólnego sąsiada o nazwisku Xerox, włamałeś się do jego domu żeby ukraść telewizor, na miejscu stwierdziłeś, że ja wcześniej to zrobiłem i powiedziałeś:

Hej, to nie w porządku! To ja chciałem ukraść telewizor!”. [za: http://www.apple-history.com/?page=gallery&model=GUI (15.09.2005)]]

[4]  więcej: http://en.wikipedia.org/wiki/Mosaic %28web browser%29 (15.09.2q05)

[5]  za: http://www.folklore.org/StoryView.py?project=Macintosh&story=Desk Ornaments.txt (27.07.2006)

[6]  za: http://members.fortunecity.com/pcmuseum/windows.htm (28.07.2006)

za: http://homepage.mac.com/cameradecollection/others/Pages/6.html (28.07.2006)

[8]  cykl fotografii wykonanych telefonem komórkowym, [więcej: http://free.art.pl/fotografie/daleko blisko (27.07.2006)]

[10] Obecnie w kolekcji on-line MoMA jest okołóo 200 fotografii [http://www.moma.org/collection (10.07.2006)]

[11] Snail mail – dosłownie „ślimacza poczta”; żargonowe, żartobliwe określenie klasycznej poczty, która jest znacznie wolniejsza od nowoczesnej poczty elektronicznej

[za: Helionica – sieciowa encyklopedia informatyki. http://helionica.pl/index.php/Snail mail (10.08.2005)]

[12] Spam to elektroniczne wiadomości masowo rozsyłane do osób, które ich nie oczekują, np. niechciane reklamy [za: Wikipedia. http://pl.wikipedia.org/wiki/Spam (10.08.2005)]

[13] Zobacz: http://www.cyberforum.edu.pl/postacie.php3?ITEM=12 (23.08.2005)

[14] Hiperłącze (ang. hyperlink) to zamieszczone w dokumencie elektronicznym (tekstowym, graficznym, wideo, animacji, PDF, HTML) odwołanie do innego dokumentu lub innego miejsca w danym dokumencie. Odwołanie takie związane jest z fragmentem tekstu lub obrazem – uaktywnienie hiperłącza (kliknięcie lub nadejście odpowiedniego momentu) powoduje otwarcie dokumentu docelowego.

[za: Wikipedia. http://pl.wikipedia.org/wiki/Hypertext (23.08.2005)]

[15] dotcom – strona internetowa przeznaczona do działań komercyjnych, również popularne określenie firmy handlowej opartej na internecie.

Nazwa ta pochodzi od .com – zakończenia adresu internetowego stron komercyjnych. [za: http://www.powernet.co.uk/client/general/glossary.shtml (25.08.2005), por. http://en.wikipedia.org/wiki/Dotcom (25.08.2005)]

[16] Po wpisaniu do wyszukiwarki Google zapytania o treści: photo gallery, Google zaproponowało około 1,010,000,000 stron WWW zaindeksowanych jako pokrewne z tym zapytaniem, wyświetliło też informację, że część stron zbyt podobnych pominięto w wynikach wyszukiwania [za: http://www.google.pl (27.07.2006)].

Łączna ilość stron WWW zaindeksowanych przez Google to ponad 8 miliardów stron WWW [za: http://www.google.pl (11.08.2005)]