Archiwum dla Lipiec, 2012

Chcąc uzyskać w prosty sposób efektowne obrazy można skorzystać z filtrów komputerowych. Najnowsza generacja komputerów
osobistych z dużymi pamięciami i superszybkimi procesorami, które potrafią uczynić ze zwykłych zdjęć prawdziwe arcydzieła, otwiera nowe możliwości manipulowania obrazem.
Pierwszym etapem jest wykorzystanie skanera laserowego, za pomocą którego przenosimy obraz przezrocza, negatywu lub odbitki do komputera. Skaner potrafi wytworzyć reprodukcję oryginału, umożliwia rejestrację jego rozkładu barw, gęstości i kontrastu obrazu. Następnie wykorzystując odpowiednie oprogramowanie stosujemy retusz komputerowy. Przetwarzanie skanowanego obrazu różnego rodzaju filtrami zniekształca w pewien sposób piksele*, tworząc obraz na ekranie monitora.
Stosując technikę komputerową można uzyskać ciekawe rezultaty. Oprócz różnego rodzaju filtrów można posłużyć się retuszem komputerowym, zmieniając barwy danego obrazu. Po uprzednim zeskanowaniu zmienia się wygląd fotografii i wzmacnia szczegóły w określonych strefach w bardzo subtelny sposób.
Techniki te obejmują zmianę barwy, przetworzenie kompozycji obrazu, komputerowe wycinanie i wklejanie fragmentów obrazu.
Coraz to nowe edycje oprogramowania oraz postęp w dziedzinie budowy komputerów, spowodowały, że możliwości komputerowego przetwarzania obrazu stały się teraz bardzo duże.
Jedynym ograniczeniem jest tylko wyobraźnia człowieka i jego umiejętności posługiwania się sprzętem. Zaczyna zacierać się granica między retuszem, mającym naprawić drobne błędy, a tworzeniem nowego obrazu. Komputerowe funkcje zmiany barw obejmują możliwości zmiany całego obrazu, względnie wybranych obszarów, takich jak zmiana tła, na którym jest osadzony dany obiekt. Jeżeli pewien obszar zostanie zaznaczony, to możemy zmieniać jego barwę lub tonalność, obserwując ekran monitora.
Możemy śmiało powiedzieć, że przyszłość fotografii następnego wieku uzależniona będzie od komputera, gdyż za jego pomocą można dokonać masy przeróżnych transformacji obrazu, zmiany retuszu barw, nakładania obrazów, przekształcania w dowolny sposób, urozmaicania wnętrza o nieraz nierealne szczegóły, ale jakże nieodzowne, nadające nowy charakter zdjęciu.
A więc jak będzie wyglądał świat „nowej” fotografii przyszłego wieku ?

Niektórzy twierdzą, że ingerencja w obraz jest niepotrzebna, gdyż oddaje nieprawdziwość stworzoną sztucznie przez program komputerowy i zmienia postać rzeczy, okłamując tym samym odbiorcę, przekazując wyimaginowaną treść nie mającą nic wspólnego z rzeczywistą formą obrazu. Jest to na swój sposób zmylenie kompozycji, które ma sprawiać wrażenie czegoś nowego, twórczego, bogatszego w treść, nie tylko w formę. Wkraczając w nową rzeczywistość, również w codziennym życiu często zadajemy sobie pytanie, jak będziemy wyglądać w przyszłości. Może właśnie tak jak fotografia, pełni perfekcji, okazalsi i bardziej atrakcyjni, stojący naprzeciw nieznanemu wymiarowi wirtualnego świata, w którym przyjdzie nam żyć.
Kolejną możliwością uzyskania nieistniejącego w rzeczywistości obrazu jest fotomontaż komputerowy. Rozpowszechnienie manipulowania obrazem z wykorzystaniem oprogramowania komputerowego staje się coraz bardziej widoczne. Każdy obraz, który zostaje umieszczany na plakatach reklamowych, w czasopismach, w ogłoszeniach, bądź prasie codziennej jest zmieniany w ten sposób. Rezultaty często wywołują duże wrażenie i wraz z marką fabryczną wyrobu utrwalają się w pamięci. Inne sposoby
wspomagania komputerowego manipulowania obrazem są bardziej subtelne, przykładowo  idealnie gładką skórę nóg modelki reklamującej pończochy otrzymuje się, nakopiowując na zdjęciu fragmenty skóry bez skazy w miejsca wykazujące wady. Za
pomocą tej techniki można na przykład rozjaśnić dany obraz i przenieść w inne miejsce na ekranie komputera, a następnie umiejętnie wkleić go w drugi obraz. W ten sposób powstają ciekawe fotografie, złożone z wielu elementów poszczególnych ujęć razem ze sobą powiązanych, stanowiących wspólną całość. Fotomontaż komputerowy stosowany jest już teraz powszechnie dzięki zastosowaniu metody wytnij i wklej.
Metamorfoza to kolejna technika komputerowa, która zmienia obraz w zaskakujący sposób. Stosując odpowiednio nakładanie obrazów możemy np. zmienić „psa w kota”. Wyobraźmy sobie, jak to wygląda; kluczowe cechy wyróżniające jednego obrazu (w tym wypadku pysk psa) zostały ustalone w postaci stałych punktów odniesienia. Punkty te ukazywały się następnie automatycznie na drugim obrazie (pysk kota) i były zgrywane z innymi odpowiadającymi cechami wyróżniającymi, jak uszy, oczy. Używając tych punktów odniesienia, komputer nakładał na siebie te dwa obrazy poprzez założoną liczbę kadrów sekwencji. W ten sposób otrzymaliśmy przejście pomiędzy cechami zewnętrznymi psa i kota i przemienialiśmy je w jedno, bądź drugie, w zależności od naszego upodobania. W ten sposób można postępować z dowolnym obrazem zmieniając poszczególne jego cechy i strukturę, dostosowując go do innego obrazu.

Reklamy

Fotografia w dzisiejszej dobie – „cyfrowej”, zaczyna odbiegać powoli od fotografii wykonywanej sposobem tradycyjnym. Na podium wkracza urządzenie, jakim jest niewątpliwie komputer, które pozwala uczynić ze „zwykłego” zdjęcia wspaniały obraz, nadając mu wyraz i oddając jego cechy w sposób bardziej elastyczny, wyrafinowany i kształtujący jego formę.

Fotografia stała się, dzięki ingerencji urządzenia XXI wieku, czymś na pozór wyniosłym, daleko odbiegającym od metody tradycyjnego wykonywania zdjęć. Wydawać by się mogło, że zdjęcie robione przez najlepszego fotografa nie podlega upiększania jego wnętrza, dodawania własnych koncepcji, dobierania właściwych jemu samemu wartości, z których można wytworzyć coś całkiem nowego i użytecznego. Nic bardziej błędnego. Można by rzec, że obróbka graficzna każdego obrazu, czy też innego rodzaju dzieła sztuki jest w dzisiejszych czasach wręcz wymagana, gdyż stanowi podstawę w dobie nowych technologii, jakie stają na progu końca naszego wieku. Era „cyfrowa”, bo taki wymiar nadają jej media, wkracza nieubłaganie do wszystkich dziedzin życia, nauki, sztuki czy nawet kultury. Umiejętność posługiwania się „językiem cyfrowym” nie jest jednak łatwa i przyswojenie jej wymaga dużego nakładu pracy i ćwiczeń, w dojściu do perfekcji w tej dziedzinie sztuki.
Tendencje, które daje nam „cyfrowa” rzeczywistość staramy się rozwijać, co prowadzi do nowych możliwości, związanych z potrzebą wprowadzania nowych nawyków jakie stwarza nam interfejs programów użytkowych, które służą do celów „poprawiania” obrazu, nadawania wymownej treści, wprowadzania nowatorskich rozwiązań, czy wreszcie potrzeby tworzenia czegoś subtelnego, wyrażającego emocje i kreowaniu modelu powszechnej kultury.

Twórczość w kolejnym wieku będzie uzależniona od nowych możliwości, jakie stwarza nam komputer. Za jego pomocą będziemy tworzyć sztukę i każdy będzie pod tym względem równy. By wykonać zdjęcie potrzebny jest aparat fotograficzny, ale żeby zdjęcie to miało odpowiedni wyraz i sens koniecznością jest przypisanie jemu odpowiedniego „cyfrowego” charakteru. Nawet najlepsze ujęcie nie jest w stanie dorównać fotografii, która uprzednio została poddana obróbce graficznej.
Zdjęcie tradycyjne wykonane zwykłą metodą jest mniej efektowne, niż zdjęcie „cyfrowe”, które po dokonaniu obróbki graficznej przeobraziło się w ciekawszy obraz, wyodrębniając ostrość i nasycenie barw fotografii.
Zastosowanie soczewki o zmiennej ogniskowej poprawiło efekt wizualny wykonanego zdjęcia i nadało mu niepowtarzalny wydźwięk oraz charakter, którego na próżno szukać w fotografii tradycyjnej. Na pewno udało by się osiągnąć przybliżony wygląd zdjęcia
tradycyjnego z zastosowaniem odpowiednich filtrów, ale końcowy efekt można by było uzyskać dopiero po wywołaniu filmu. Korekcje błędów, które powstały dokonujemy za pomocą programu komputerowego „Corel” , „Paint Shop Pro” , czy „Photoshop”.
O końcowym efekcie wykonanym techniką „cyfrową” decydujemy my; nie musimy się już martwić, czy zdjęcie będzie wystarczająco ostre, czy uzyska dostateczną ziarnistość, czy będzie ujęte w prawidłowej perspektywie, czy też nie. W to wszystko ingerujemy komputerowo, mogąc zmieniać ostrość adaptacyjną, bądź kierunkową obrazu, dodawać efekty zmiennej ogniskowej, soczewki, efekty trójwymiarowe, takie jak: obrót w przestrzeni, odkształcanie, wypukłość, czy wklęsłość.
Mnóstwo technik fotograficznych obecnie w szerokim zakresie korzysta z efektów specjalnych, daleko odbiegających od zwykłych obrazów. Efekty można uzyskać łącząc tradycyjną obróbkę fotochemiczną z magią nowoczesnych komputerów. Stosuje się również specjalne typy błon, które w pewnym stopniu przypominają „cyfrowe” zastosowanie.

W 1839 roku Louis Mandé Daguerre w Paryżu i William Henry Fox Talbot w Londynie zademonstrowali swoje osiągnięcia, które dały początek fotografii. Oba procesy – dagerotypia i kalotypia należą do metod przeszłości, mogą być one jednak punktem wyjścia do poznawania procesów, jakie zachodzą przy wykonywaniu fotografii (zdjęcia). Świat przyznał pierwszeństwo dagerotypii. Zadecydował być może o tym fakt, że dagerotypia nie była osłonięta żadnymi tajemnicami i patentami, a wynalazek ten został ofiarowany ludzkości. I chociaż dagerotypia przetrwała zaledwie dwadzieścia lat, wyparta przez mokry proces kolodionowy, to jednak z datą jej ogłoszenia wiąże się rocznicę wynalazku fotografii.
Dzięki metodzie Daguerre’a zachowały się pierwsze fotografie ludzi tamtej epoki. Do naszych czasów przetrwały dagerotypy Chopina i Mickiewicza. Początkowo metodą tą uzyskiwano obrazy fotograficzne na miedzianej, posrebrzanej płytce w postaci pozytywu odwróconego (lustrzanego). Późniejsze modele aparatów były wyposażone w lustro do odwracania obrazów. Dagerotypy było można oglądać, ale pod pewnym kątem. Same płyty, które należało później odpowiednio spreparować, były produkowane fabrycznie i miały znormalizowany format, od 21,6 x 16,2 cm do mniejszych, stanowiących wynik ich podziału, choć można spotkać również okrągłe lub o nietypowych wymiarach, służące do zdjęć stereoskopowych[1]. Grubość tych blaszek wahała się od 1/4 do 1/3 mm.
Dagerotypy, jako rzeczy drogie były oprawiane w specjalne światłoszczelne, często bardzo ozdobne etui. Mógł sobie na nie pozwolić jedynie ktoś o ustabilizowanej pozycji materialnej i społecznej. Dziś dagerotypy są już unikatami w dosłownym tego słowa znaczeniu.


[1] Stereografia – fotografia trójwymiarowa – polega na wykonaniu dwóch zdjęć, tzw. stereopary, za pomocą dwóch równoległych obiektywów. Osie optyczne tych obiektywów są od siebie odległe o wielkość zwaną bazą, zbliżoną do rozstawu źrenic człowieka (65 mm). Jedno zdjęcie będące elementem stereopary odpowiada temu, co widzi oko lewe, drugie temu, co widzi oko prawe. Przeglądając następnie w odpowiedni sposób stereoparę (w przeglądarce stereoskopowej, itp.) uzyskujemy wrażenie istnienia na zdjęciu trzeciego wymiaru. W przypadku fotografowania przedmiotów ruchomych oba zdjęcia stereopary muszą być wykonane jednocześnie, w przypadku fotografii przedmiotów statycznych nie jest to konieczne, ale obiektywy aparatów stereoskopowych mają sprzężone migawki i przysłony. W stereografii naukowej (lotniczej, astronomicznej), baza może być wielokrotnie większa, aż do kilku kilometrów. „Katalog FOTO KAMERY ŚWIATA”, (rocznik, nr1) s.25, wyd. Prego, Warszawa 1997

Gdy w Paryżu przygotowywano się do uroczystego ogłoszenia wynalazku Niepce’a i Daguerre’a, niemal w tym samym czasie w Londynie inny twórca fotografii Henry Fox Talbot (1800-1877) miał już wykonanych kilka doświadczeń, które pozwoliły w tej dziedzinie pójść o krok naprzód. Zarówno Niépce, jak i Daguerre swoje fotografie wykonywali na nieprzeźroczystych płytach miedzianych. Uzyskiwane przez nich obrazy były więc jedynymi w swoim rodzaju – można je było reprodukować, nie dawały się powielać. Inaczej było w przypadku doświadczeń Talbota, który do historii przeszedł jako odkrywca procesu negatywowo – pozytywowego, stosowanego po dzień dzisiejszy.
Talbot nie popełnił błędu Niépce’a i swoje badania chemiczne oparł na związkach srebra, kontynuując doświadczenia poprzedników i rodaków: Thomasa Wedgwood’a (1771-1805) i Humphry Davy’ego (1778-1829), którzy już na początku XVIII wieku na wyprawionej białej skórze, powleczonej azotanem srebra, uzyskali sylwetki różnorodnych przedmiotów. Efekt ich prac był interesujący. W miejscach, gdzie nie dochodziło światło otrzymywali przeźroczyste tło, tam gdzie dochodziło – czarne. Były to więc negatywy. Nie  poradzili sobie niestety z utrwalaniem. Ich osiągnięcia zainspirowały Talbota, aby pójść tą drogą. Swoje pierwsze zdjęcie negatywowe wykonał w sierpniu 1835 roku. Długo nie doceniał wagi i znaczenia tych doświadczeń oraz otrzymywanych efektów.
Talbotowi największy kłopot sprawiało utrwalenie uzyskiwanych obrazów na przygotowanym przez siebie materiale światłoczułym. A był to bardzo cienki papier, nasycony chlorkiem srebra, spełniający po wywołaniu i utrwaleniu rolę negatywu, którego przeźroczystość uzyskiwał poprzez późniejsze nawoskowanie. Na takim materiale powstała najstarsza zachowana, wykonana w 1835 roku przez niego fotografia. Początkowo utrwalał uzyskiwane fotografie roztworem soli kuchennej, a od 1839 roku tiosiarczanem sodu Na2S2O3 x 5H20 – stosowanym i dziś (wynalezionym przez Fredericka Williama Herschela, żyjącego w latach 1792-1871).
Talbot nad swoją metodą – kalotypią, zwaną często od jego nazwiska talbotypią, pracował samodzielnie. Gdy dowiedział się o doświadczeniach Francuzów, przesłał na początku 1839 roku do Królewskiego Towarzystwa Naukowego w Londynie opis sposobu otrzymywania na papierze obrazów malowanych światłem. W przesłanym sprawozdaniu wskazywał głównie na metodę i kierunki dociekań. Widząc w niej wiele wad, pomniejszył znaczenie swych badań. Być może właśnie to zdecydowało, że metoda ta, opatentowana w 1841 roku nie upowszechniła się. Wskazywała jednak sposoby i drogi rozwoju wynalazku.

Prawdziwym postępem było odkrycie w XVIII wieku światłoczułości soli srebrowych. Stało się to na ponad
sto lat przed ogłoszeniem wynalazku fotografii. Odkrycia tego dokonał Jan Henryk Schulze (1687-1744).
Zjawisko czernienia związków srebra pod wpływem światła było znane i opisywane już od dawna, ale Schulze jako pierwszy zinterpretował to zjawisko jako reakcję fotochemiczną, dając tym samym podstawy do wykonania obrazu malowanego przez światło. Pierwsze obrazy otrzymywał na materiale światłoczułym, na który składały się sole srebrowe, strącone kredą z roztworu azotanu srebra. Wykonywał na nim kopie stykowe nieprzeźroczystych przedmiotów, jak np. liści drzew.
To, że szybkość czernienia tych soli zależała od tego czy światło nań padające było światłem bezpośrednim czy rozproszonym pozwoliło Schulzemu zinterpretować właściwości soli srebrowych jako światłoczułość, a tym samym dać podwaliny do wynalazku fotografii.
Po nim następni, jak choćby Karol Wilchelm Scheele (1742-1786), który potwierdził, że chlorek srebra utrzymywany w ciemności pozostaje biały, a ciemnieje tylko pod wpływem światła.

Bardzo popularne stały się w owym czasie portrety, właściwie sylwetki, światłem malowane, ale przez blisko
pół wieku nikomu nie udało się zachować (utrwalić) otrzymanych obrazów. Zrobił to dopiero na początku XIX wieku Józef Nicefor Niépce.
Józef Nicefor Niépce (1765-1833) jako pierwszy zdołał utrwalić obraz na spreparowanych przez siebie materiałach. Podczas prób używał płytek miedzianych pokrytych roztworem asfaltu syryjskiego, mimo że były znane już wówczas związki srebra ciemniejącego pod wpływem światła. Jak wykazały doświadczenia, naświetlona część płytki pod wpływem kąpieli w olejku lawendowym była wypłukiwana, w miejscach nie naświetlonych otrzymywał więc trwałe zaczernienia odpowiadające obrazowi, który powstał na płycie. Pierwsze w ten sposób wykonane zdjęcie pochodzi z 1826 roku i przedstawia widok z okna mieszkania Niépce’a w Gras koło Châlon-sur-Sâone.
Połączenie w jedno obiektywu, ciemni optycznej i materiału światłoczułego dało w efekcie to, co powszechnie
nazywa się aparatem fotograficznym. Niépce był więc nie tylko pierwszym fotografem świata, ale skonstruował w dosłownym znaczeniu tego słowa, pierwszy aparat fotograficzny.
W swoich badaniach nie był osamotniony. W 1829 roku podzielił się doświadczeniami z Luisem Jacques’em Daguerre’m (1789-1751), który w dziesięć lat później swój wynalazek, oparty w znacznej części na wspólnych pracach, ofiarował ludzkości jako wspólne dobro.

O zarysie koncepcji aparatu fotograficznego można mówić dopiero, gdy neapolitańczyk Jan Baptysta Porta do skonstruowanej przez siebie w 1588 roku kamery obskury zamontował soczewkę. Aby to urządzenie stało się aparatem fotograficznym, należałoby w miejsce, gdzie powstaje obraz, zamontować materiał światłoczuły. Zanim do tego doszło minęły jeszcze blisko trzy wieki.
W XVII i XVIII wieku kamera obskura stała się bardzo popularna wśród artystów malarzy. Aby wykorzystać ją do rysowania, w celu ułatwienia przenoszenia i otrzymywania nie odwróconych obrazów, nadawano jej rozmaite kształty. Pojawiły się więc ciemnie rysunkowe, w których umieszczano lustra pod kątem 45° do osi optycznej, co umożliwiało artystom rysowanie widocznego obrazu poziomo na pulpicie umieszczonym w odległości równej ogniskowej soczewki. Dzięki konstrukcji składanej zmniejszały się wymiary ciemni rysunkowych i łatwiejszy był ich transport.
Innym urządzeniem, wykorzystywanym przez artystów malarzy, a później ściśle związanymi z fotografią, jest rzutnik, zwany też lampą projekcyjną. Najstarsze tego typu urządzenia, których zasada działania jest stosowana we wszystkich współczesnych powiększalnikach, były nazywane latarniami magicznymi lub czarnoksięskimi (łac. laterna magica). Powszechne zastosowanie znalazły na początku XVII wieku.
Zarówno w kamerze obskurze, jak i w latarni magicznej obraz powstawał dzięki światłu. Pozostał problem, jak ten uzyskany obraz „zatrzymać”. Na pomoc fizykom i matematykom przyszli chemicy. To dzięki nim w miejscu, gdzie w kamerze obskurze powstaje obraz zamontowano materiał światłoczuły. W momencie, gdy udało się go utrwalić, kamera obskura stała się aparatem fotograficznym.
O ile do wynalezienia kamery obskury przyczynił się przypadek, o tyle wykonanie pierwszego zdjęcia zawdzięczamy wielowiekowej żmudnej pracy chemików, choć często milowe kroki w tej dziedzinie następowały dość przypadkowo. Nie od razu, obserwując pewne zjawiska zachodzące na skutek działania światła, kojarzono je z tym, co współcześnie nazywamy światłoczułością. Tak było w przypadku zaobserwowania czernienia azotanu srebra AgNO3 pod wpływem światła.

Zmysł wynalazczy człowieka oraz sprawność jego rąk stworzyły urządzenie, nazwane aparatem fotograficznym. Nim stał się on jednak niezastąpionym pomocnikiem w nauce, procesach badawczych, sztuce, technice, historii czy rozrywce, przyrządem który najwierniej pozwala utrwalić elementy wizualne otaczającego nas świata, miał swój początek w postaci – kamery obskury, ciemni optycznej (łac. camera obscura), urządzenia tyleż niezwykłego, co prostego.
Kamera obskura jest to całkowicie zaciemniona, zamknięta ścianami przestrzeń. W jednej ze ścian znajduje się odpowiedniej wielkości, niewielki otwór. I to wystarczy, aby na przeciwległej ścianie, powstał obraz przedmiotów, dobrze oświetlonych,
znajdujących się na zewnątrz. Odbite od nich promienie światła, przechodzą przez otwór, krzyżują się i dają płaski, kolorowy obraz rzeczywisty, odwrócony i zmniejszony. Maksymalną ostrość obrazu uzyskuje się przy proporcjach 1:300, np. gdy przy średnicy otworu 0,5 mm tylna ściana, na której powstaje obraz, jest oddalona o 15 cm.

Już Arystoteles w IV w. p.n.e. znał zjawisko „powstawania” obrazów. Zaobserwował, że promienie świetlne podczas zaćmienia Słońca, przedostając się między liśćmi drzew, tworzą na ziemi obraz Słońca w postaci sierpa. Jednak o prototypie aparatu fotograficznego można mówić dopiero w odniesieniu do kamery obskury, której niezwykłe możliwości zaczęto wykorzystywać powszechnie w XVII wieku.